Żadna godzina życia nie została zmarnowana, gdy spędziło się ją w siodle ~Winston Churchill
RSS
środa, 11 grudnia 2013

Popędzałam Sorayę do coraz szybszego galopu. Z trudem udawało nam się nie ścinać zakrętów na ujeżdżalni. Uśmiechnęłam się. Jeszcze trzy miesiące temu, bałabym się jechać o połowę wolniej. Cieszę się, że zmieniłam stadninę. Gdyby nie świetni ludzie w nowej stadninie, mogłam nawet przestać jeździć. Na szczęście tak się nie stało. Poznałam też mnóstwo nowych osób, z którymi teraz spotykam się nie tylko w stadninie. Przeniesienie się tutaj, było jedną z najlepszych rzeczy, jakie zrobiłam w życiu.

22:17, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 września 2013

Nie dałam już rady jeździć na łotrze. To było zbyt straszne. Zdecydowałam się powiedzieć o tym instruktorce. I przez parę dni jeździłam na małych koniach. Ale instruktorzy zawsze wyznaczali mnie do czyszczenia i czasem wyprowadzania dużych koni. Spędzałam z nimi dużo czasu. Oswajałam się z nimi. W końcu się przełamałam.

 

Dokładnie 17 lipca. Byłam pewna, że chcę jechać na dużym koniu. Bałam się. Ale… wierzyłam w siebie. W końcu to normalne, że się boję, po tym upadku. W każdym razie tak powiedział pan Bartek. No i wtedy chyba po prostu poczułam się zrozumiana. W końcu to nie sztuka nie spaść z konia. Sztuka to spaść z konia, wsiąść na niego i jechać dalej.

 

Bartek. Duży i kochany koń. Tak. Duży. „Dam sobie radę. Boję się, ale dam radę.” Myślałam. I dałam radę. Wszystko szło bardzo dobrze. Nawet byłam czołową. Na dużym koniu! Byłam taka dumna. Wtedy oprócz nas, jeździł też pan Bartek na czakramie. I jak mieliśmy galopować, to wtedy czołowy (wtedy akurat nim nie byłam ;3) nie mógł zagalopować. Więc mieliśmy jechać za panem Bartkiem. Zaczął bardzo szybko. Byłam przerażona. Oczami wyobraźni widziałam kopyta Montka. Mój upadek. Cwał Montka. Jego płoszenie się. Ale nie mogłam się poddać. Nie w takim momencie. Ścisnęłam konia łydkami i zaczęłam galopować. Było cudownie. Przy każdym okrążeniu strach był coraz mniejszy. Czułam się, jakby jazda na Bartku była dla mnie codziennością. Nie bałam się. Byłam wykończona, ale nie bałam się! Kiedy zsiadłam z konia zaczęłam wokół niego skakać i go przytulać. Byłam z siebie taka dumna. Wreszcie mi się udało. Instruktorzy chyba byli zadowoleni, że wreszcie się przełamałam. A ja byłam przeszczęśliwa!

23:03, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »

Zawody. Moje pierwsze zawody. Niby nie ważne, bo tylko dla uczestników półkolonii. Ale to były moje pierwsze zawody więc bardzo się stresowałam. Nie myślałam wtedy o strachu. Jechałam na Miłej, cudownym koniku polskim.

Podeszłam do Miłej. Lubiłam ją. Wsiadłam bez problemu, dopasowałam strzemiona i pokłusowałam do linii startu. Wzięłam głęboki oddech… i pojechałam. Najpierw musiałam przejechać między bardzo wąsko ułożonymi drążkami. Ważna była dokładność, więc zrobiłam to w stępie. Po chwili zagalopowałam w stronę drążków, tuż przed nimi zwolniłam do kłusa. Po ich przejechaniu złapałam butelkę, wykonałam woltę i rzuciłam butelką w kierunku specjalnej obręczy. Jednak nie trafiłam. Ruszyłam dalej, zrobiłam slalom i po chwili przejechałam przez linię mety. Nie byłam z siebie zbyt zadowolona. Trzecie miejsce. Mogło być lepiej.

 

22:57, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 września 2013

Za mną było kilka udanych jazd. Dlaczego udanych? Bo jeździłam na małych koniach. A teraz, pierwszy dzień półkolonii. Chciałam wreszcie się przełamać. I… jednak postanowiłam przyjąć pomoc.

 

Nowy instruktor. Już raz miałam z nim jazdę. A może powiedzieć by mu o tym, że boję się dużych koni? Zastanawiałam się nad tym, jednak postanowiłam jeszcze poczekać. Na szczęście pierwszego dnia jeździłam na konikach polskich. Ale drugiego dnia… dostałam jednego z największych koni w stajni…

Łotr. Całkiem fajny. Ale dla kogoś kto nie boi się panicznie koni, czyż nie? Jednak miałam na nim jeździć. Tego dnia miały być dwie jazdy. Na pierwszej łotr strasznie bał się narożnika. Wtedy też bałam się ja. Wyobrażałam sobie,  że spadnę i po kolei zdepczą mnie wszystkie konie. To kompletnie niemożliwe, doskonale o tym wiedziałam, jednak strach robił swoje.

Po lekcji pan Bartek powiedział mi (bo wiedział już, że boję się dużych koni [ale chyba nie sądził, że aż tak bardzo]), że powinnam jeździć na dużych koniach, tak samo jak na małych. Tak jakby nie było różnicy. Wzięłam to sobie do serca i starałam się później jak mogłam. Ale chyba bałam się za bardzo. Gdy tylko miałam galopować, od razu widziałam w myślach kopyta Monte Carlo. Tak blisko mnie. Upadek. Okropny ból, siłę z jaką oderzyłam o ziemię. Cwał Monte Carlo kiedy cudem utrzymałam się w siodle. Płoszenie się Monte Carlo i jego galop na oślep. Nikt nie wiedział, jak muszę ze sobą walczyć, żeby wsiąść na dużego konia, a co dopiero galopować. Bardzo chciałam jechać tak jak na hucule, ale jakoś nie mogłam. Strach mnie blokował.

20:22, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »

Część dziewiąta

 

Piękna. Spokojna. Dość duża jak na hucuła. Soraya. Stałam na ujeżdżalni i lekko przestraszona dociągałam popręg. Po chwili opuściłam strzemię. Włożyłam w nie nogę, odepchnęłam się od ziemi i wsiadłam. Z przerażeniem oczekiwałam aż koń mnie zrzuci. Jednak Soraya stała spokojnie. Wyregulowałam strzemiona i ruszyłam stępem. Po dłuższej chwili kłusowałam i galopowałam bez żadnego problemu. Instruktorka była zdziwiona, że jeżdżę tylko rok. Cóż, gdybym jechała na dużym koniu, miałaby o mnie nieco inną opinię. Strach mnie ograniczał. A ja nikomu o nim nie mówiłam… Chciałam poradzić sobie z nim sama.

Na następnej lekcji wybrałam Czakrama. Dość wysoki koń małopolski. Wyglądał bardzo sympatycznie, jednak mimo wszystko bałam się. Nie chciałam znów spaść z dużego konia. Od razu przypomniało mi się wierzganie Monte Carlo…

Wsiadłam na niego. I po chwili ruszyłam. Był spokojny ale i powolny. Cały czas siedziałam spięta. Byłam przygotowana na to, że za chwilę mogę leżeć na ziemi. Jakoś sobie radziłam, ale z moją postawą nie było najlepiej. Cały czas się pochylałam. Chyba robiłam to podświadomie, nie chciałam spaść do tyłu. Kiedy przyszedł czas na galop, Czakram próbował wjechać do środka i okropnie rzucał głową. Okropnie się bałam. Kilka razy próbowałam porządnie zagalopować. W końcu się udało, ale nie byłam zadowolona z efektu. Chyba nigdy nie szło mi aż tak źle.

 

Ale nie zamierzałam się poddawać.

19:56, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 września 2013

Nie mogłam zrezygnować z mojej pasji. To było nie możliwe. Ale jak miałam dalej jeździć skoro bałam się koni? Było tylko jedno wyjście. Zmiana stadniny. Tylko na jaką?

Botoja. Większość moich koleżanek z koni, przeniosły się ze stadniny w Zabierzowie właśnie tam. W internecie było mnóstwo pozytywnych opinii o tej stadninie. Postanowiłam tam pojechać i zobaczyć jak to wszystko wygląda z bliska. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało... idealnie. Stadnina była bardzo zadbana, konie tak samo. Piękna stajnia, kryta i otwarta ujeżdżalnia, restauracja... zaczęłam obserwować, co dzieje się na ujeżdżalni. Byłam ciekawa, w jaki sposób instruktorzy prowadzą lekcje, czy wygląda to inaczej niż w Zabierzowie. Jednak były tam tylko oprowadzki. Instruktorka wsadziła jakąś małą dziewczynkę na konia. Ledwie mała usiadła w siodle, koń wierzgnął i już była na ziemi. Byłam w szoku. Jeśli koń w ten sposób zachowuje się na oprowadzce, to co musi robić podczas lekcji? Niby taki mały incydent, ale od razu zniechęciłam się do tej stadniny. Mój strach do koni wciąż rósł.

 

Przypomniało mi się wtedy, że mój kolega, Wiktor, mówił kiedyś, że jakiś jego wujek ma stadninę kilka kilometrów od mojego domu. Zadzwoniłam do niego, podał mi numer telefonu i adres stadniny. Pojechaliśmy ją obejrzeć.

 

Niewielki konik polski wychylił głowę z boksu i zaczął oblizywać mi rękę. Dwa pozostałe przyglądały mi się z zainteresowaniem. Byłam w jednej z trzech stajni stadniny wujka Wiktora. Byłam zachwycona. Konie były cudowne, instruktorka miła, stadnina zadbana... Umówiłam się tam na lekcję.

00:13, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 sierpnia 2013

Znów byłam w stadninie. Dopięłam popręg. Wsiadłam. Monte stał spokojnie. Jednak ja nie byłam spokojna. Bałam się Montka. Jednak znów siedziałam na jego grzbiecie. Dlaczego? Nie wiem.

 

Jeździłyśmy kłusem wokół ujeżdżalni. Nagle Lumino rzucił się przed siebie cwałem. A Monte popędził za nim. Ciągnęłam za wodze. Podskakiwałam w siodle. To cud, że nie spadłam. Było strasznie. Po dłuższej chwili wychamowałam. Jednak Lumino pędził dalej. Po chwili Lusia się zsunęła. Potem nie można było złapać kucyka jakieś pół godziny. Mój lęk stawał się coraz większy.

Kenia. Znów miałam na niej jeździć. Chciałam poskakać. Więc umówiłam się na lekcję na Kenii. Jednak kiedy na nią wsiadłam zaczęła się cofać i skakać na boki. Zamieniłam się z jedną dziewczyną. Ona wzięła Kenię, a ja miałam jeździć na Germani. Jednak ona też źle się zachowywała. Miałam dość. Dość tego wszystkiego. Tych ludzi. Tego stresu. Tego wszystkiego. Konie płochliwe. Niemili instruktorzy (większość). Złośliwi pomocnicy. Nieuprzejmi stajenni. Dość. Zsiadłam z konia i wróciłam do domu. Płakałam cały wieczór, słuchając „You are not alone” Michaela Jacksona. Postanowiłam, że już tam nie wrócę.

 

20:43, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »

Byłam na lekcji z moją przyjaciółką. Ja miałam jeździć na Monte Carlo, a ona na Lumino. Wyczyściłyśmy i osiodłałyśmy konie i poszłyśmy na ujeżdżalnię. Byłyśmy zadowolone, obie jeździłyśmy na swoich ulubionych koniach.

 

Na początku lekcja mijała zwyczajnie. Ale nagle usłyszałam krzyk Mai. Odwróciłam się i zobaczyłam... Cwałującego Lumina! Wcześniej sądziłam, że koń nie jest w stanie aż tak rozpędzić się na ujeżdżalni. Moja przyjaciółka nie mogła go zatrzymać, po chwili zsunęła się z konia. Nic jej się nie stało, w końcu spadła z malutkiego kucyka. Jednak na tym się nie skończyło. Lumino zaczął uciekać! Po dłuższej chwili go złapali. Ona znów na niego wsiadła. Ja i Monte ćwiczyliśmy skoki. Szło nam nie najlepiej, ale i nie najgorzej :-) Po chwili powtórzyła się sytuacja z Luminem. Ale Maja znów wsiadła.

Zagalopowałam i skierowałam się w kierunku pzeszkody. Najechałam na sam środek. Wbiłam pięty w boki konia i poczułam jak wzbija się w górę. Tym razem chciałam skoczyć jak najlepiej. Zrobiłam półsiad i oddałam wodzę. Jednak kiedy Monte przelatywał nad przeszkodą straciłam równowagę. Poczułam że zsuwam się na bok. Nie zdążyłam się podciągnąć, bo koń był już na ziemi. Nagły wstrząs wyrzucił mnie do przodu. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tępie. Próbowałam się obrócić, żeby wylądować na nogach. Jednak po chwili z całej siły walnęłam bokiem o ziemię. Monte wierzgnął. To było straszne. Był tuż przy mnie. Po chwili pogalopował gdzieś dalej. Byłam przerażona. Sądziłam, że próbował kopnąć we mnie. Ale trzeba było zająć się sobą. Powoli usiadłam na piasku. Wszystko mnie bolało. Ale musiałam wstać. Podniosłam się z ziemi. Ledwo stałam, okropnie bolała mnie noga. Jakoś doszłam do konia. Bałam się go. Nie chciałam na niego wsiadać. Jednak instruktorka mnie przekonała. Wsiadłam z trudem, użyłam przeszkody jako schodka. Złapałam wodze. Poczułam okropny ból w lewej ręce. Ale nie mogłam się poddać. Stępowałam, potem jeszcze kłusowałam. Po lekcji wciąż bolała mnie ręka, okazało się że jest zwichnięta.

 

20:39, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »

Wkrótce Monte Carlo stał się moim ulubionym koniem. Świetnie nam się współpracowało. Nie jeździłam już na Germanii. Zrobiła się agresywna. Wierzgała w boksie, gdy się podchodziło i gryzła Monte Carlo (mieli obok siebie boksy). Był jeszcze jeden koń, którego lubiłam. A właściwie, to kucyk. Lumino. Sama słodycz. Cudowny. Końska piękność. Ulubieniec wszystkich. Dość często na nim jeździłam. Tak uroczo skakał <3 Ale wolałam Montka. Był naprawdę kochany. Kiedyś, gdy go siodłałam, spadły mu wodze z szyi i zaplątały mu się wokół nogi. Przestraszyłam się. Większość znanych mi koni, w takiej sytuacji zaczęło by szaleć. A Monte... spokojnie podniósł nogę i czekał, aż rozplączę mu wodze.

20:35, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 sierpnia 2013

Pewnego razu przyjechałam do stadniny. Miałam wtedy umówioną lekcję na Germanii. Ale kiedy weszłam do biura, żeby powiedzieć, że już jestem, okazało się, że mam jeździć na Monte Carlo. Cóż, musze przyznać, że w tamtej stadninie panował chaos i beznadziejna organizacja. Ale wróćmy do rzeczy. Byłam przerażona. Koń który bez przerwy się płoszy. Cudownie… Na szczęście była ze mną moja przyjaciółka. Zaczęła mnie pocieszać. Powiedziała, że przecież świetnie jeżdżę i  że na pewno sobie poradzę. Jak dobrze mieć przyjaciół!

 

Wyczyściłam i osiodłałam konia. Zestresowana zaprowadziłam go na ujeżdżalnię. Wsiadłam. Spięta, zaczęłam stępować wokół ujeżdżalni. Byłam gotowa na to, że w każdej chwili Monte może pogalopować na oślep i że będę musiała go wyhamować. Miałam nadzieję, że nie spadnę. Co prawda miałam już za sobą jeden upadek. Nic mi się wtedy nie stało, ale spadłam z niedużego hucuła. A Monte był bardzo wysoki. Jednak koń wciąż był spokojny. Szedł pewnym krokiem przed siebie. Wyglądał bardzo spokojnie. Uszy ustawił delikatnie do przodu, co oznacza zainteresowanie i pozytywne nastawienie. Kiedy płynnie przeszedł do kłusa nieco się rozluźniłam. Monte nie sprawiał żadnych problemów. Spokojnie jeździliśmy wokół ujeżdżalni, kręciliśmy wolty, zmienialiśmy kierunek, jeździliśmy serpentyną.

Przyszedł czas na galop. Bałam się, że Monte Carlo popędzi dzikim galopem, a ja spadnę po drodze. Wzięłam głęboki oddech. Odchyliłam się do tyłu, wbiłam piety w boki konia, wykonałam półparadę. Koń rzucił się przed siebie. Byłam przerażona. Już miałam go wyhamować, lecz po chwili Monte przeszedł w delikatny, miękki galop.

21:44, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »

Nowe konie. Nowi ludzie. Nowe miejsce. Nowa przestrzeń. Nowa stadnina. Pierwsze wrażenie - bardzo pozytywne. Na pierwszej lekcji jeździłam na bułanej klaczy huculskiej, Keni. Była dość upartym koniem, ale szybko stała się moją ulubienicą. Na lekcji zazwyczaj dobrze sobie z nią radziłam. Ale zawsze sprawiała problemy przy kopystkowaniu i kiełznaniu. Dzięki Kenii, wyczyszczę kopyta i założę ogłowie już każdemu koniowi :-) Najczęściej jeździłam na niej. Mniej więcej do lutego. W lutym zaproponowano mi, abym znów jeździła na dużych koniach. Tak jak nad morzem.

 

Za pierwszym razem miałam jeździć na Monte Carlo. Piękny wałach wielkopolski. Wsiadłam na niego, ale jeszcze zanim zaczęliśmy kłusować mniej więcej 10 razy się spłoszył i pędził przed siebie dzikim galopem. To było straszne. Zmienili mi konia. Germania. Również klacz wielkopolska. Dorównywała urodą Monte Carlo. Wsiadłam na nią. Ideał. Koński ideał.

Od tego czasu jeździłam na Germanii. Szło mi bardzo dobrze. Jeździłam dwa razy tygodniowo. W sobotę – na Germanii, a w niedzielę na hucułkach. Skakałam coraz wyżej. Najwyższe przeszkody pokonywałam na Kenii. Około 50 – 60 cm.

 

21:44, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »

Następnego dnia też miałam mieć lekcje na lonży. Przyjechałam do stadniny. Tego dnia jeździłam na ślicznym srokaczu, Orygenesie. Wsiadłam na niego i instruktorka zaczęła mnie lonżować. Wszystko szło tak jak ostatnio. Po mniej więcej pięciu minutach pani Ewa odpięła mi lonżę i kazała jeździć stępem dookoła ujeżdżalni. Byłam w szoku, ale wykonałam jej polecenie. Byłam z siebie bardzo dumna. Ale myślałam, że po paru okrążeniach wrócę na lonżę. Naprawdę się zdziwiłam, kiedy instruktorka kazała mi ruszyć kłusem.

 

Poszło mi wtedy bardzo dobrze. Przez następne dwa tygodnie nauczyłam się skakać przez niewielkie przeszkody i galopować.

 

21:42, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »

Był lipiec. Podniecona ale i nieco przestraszona podeszłam do konia. Miałam na sobie adidasy, dżinsy, białą koszulkę i szarą bluzę. Na głowę założyłam kask rowerowy, nie wiedziałam, że można wypożyczyć toczek. Klacz była piękna. Siwa, chyba czystej krwi arabskiej. Po chwili z pomocą instruktorki wsiadłam na konia. To była moja pierwsza jazda na lonży. Podekscytowana wykonywałam wszystkie polecenia instruktorki. Dawałam z siebie wszystko. Po lekcji, kiedy zsiadłam z konia, byłam z siebie bardzo zadowolona.

 

To było w wakacje. Byłam wtedy nad morzem, w Bobolinie. Niedaleko miejsca w którym mieszkaliśmy była stadnina koni, więc razem z moją przyjaciółką postanowiłyśmy nauczyć się jeździć konno.

Po jeździe cały czas gadałyśmy o koniach, o stadninie, o tym czego się nauczyłyśmy co było najciekawsze… Byłyśmy bardzo podekscytowane. Zastanawiałyśmy się jak to wszystko będzie wyglądać w stadninie w Zabierzowie, miałyśmy tam zacząć chodzić po wakacjach. Rozmawiałyśmy o sklepach jeździeckich, o tym co będziemy musiały kupić… O obozach jeździeckich na które będziemy chciały pojechać. Miałyśmy mnóstwo tematów do omówienia.

Pamiętam, że wieczorem bardzo długo SMS-owałam z koleżanką która jeździ konno. Pytałam ją co się robi na obozie konnym i czy osoby jeżdżące na lonży też mogą pojechać. Ale to co wydarzyło się następnego dnia rozwiało moje wszelkie wątpliwości.

 

17:32, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 sierpnia 2013

Hej, tu wasza majkelka. Co tam u was? Ja jakoś żyję. Te wakacje były wspaniałe. Dwa tygodnie w Bułgarii, potem trzy tygodnie półkolonii jeździeckich… Spędziłam ponad 120 godzin w stadninie

Ale przejdźmy do rzeczy. Jak widać, tytuł tego wpisu to „zwierzaki”. Zamierzam „zapoznać” was z moimi zwierzakami, opowiedzieć o nich trochę i o sklepach w których kupuję dla nich rzeczy ;)

 

Zacznijmy od mojej świnki morskiej – Tosi.


Kochane maleństwo

Jacyś fani, albo właściciele świnek morskich? Chcecie wiedzieć jak się nią zajmuję? A więc:
W klatce cały czas ma suchą karmę, zioła podstawowe, hamburgera dla gryzoni J, gałązki młodej jabłoni, jakieś suszone owoce (jabłko, malina) albo warzywa (marchewka, buraki), no i oczywiście wodę. Nie pije kranówy, tylko butelkowaną. Wodę wymieniam codziennie, nawet jeśli całej nie wypija, żeby miała świeżą.  Codziennie dostaje zwykłe owoce, warzywa, czasem mlecze i sałatę. Kiedy jest ładna pogoda to biorę ją do ogrodu, w specjalnej zagrodzie,  żeby nie uciekła i wtedy spokojnie skubie sobie trawkę. PYTANIE. Gdzie ja to wszystko kupuję? Na animalia.pl. Kupuję siano, suszone owoce, zioła, karmę, poidełka (warto co jakiś czas wymienić), domki (bo moja świnka parę razy ze swojego wyrastała), miseczki, paśniki itd. Ceny są dość niskie, a jakość bardzo dobra. Wszystkim właścicielom zwierząt, nie tylko świnek morskich, polecam tą stronę.

Teraz moja kotka, Mojka. Jest już dość wiekowa, w jesieni kończy 12 lat J


Jest kochana, bardzo spokojna, prawie nigdy nie drapie.

Karmię ją suchą karmą, od czasu do czasu dostaje mokrą, ale rzadko. Lubi wędlinę, czasem dojada po mnie śniadanie J Dużo śpi i je. Jest dość nieśmiała i boi się obcych, ale ze mną spędza dużo czasu. Kiedy próbuję się uczyć, siada na moim biurku i mi towarzyszy J



Jak już mówiłam polecam wszystkim właścicielom zwierzaków stronę animalia.pl

 

~majkelka

13:02, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Hej kochani,
Dzisiejszy wpis zamierzam poświęcić Bułgarii. Spędziłam tam dwa pierwsze tygodnie wakacji. Opiszę, co warto zobaczyć, co warto zjeść i co warto robić :)
Ciepłe morze - nie musicie wybierać hotelu z basenem, ponieważ znacznie lepiej spędzić czas na plaży, a nie w hotelu. Morze jest ciepłe, a plaża piaszczysta. Warto zbierać muszle, w Złotych Piaskach można znaleźć mnóstwo dużych i pięknych. Wystarczy stanąć nad brzegiem morza i czekać :3 W złotych piaskach, plaże są strzeżone, co kilka metrów jest budka ratownika, więc jest bezpiecznie :)

 

 

Warto wybrać się do Warny, w szczególności do delfinarium.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Naprawdę, warto to obejrzeć. Po prostu zakochałam się w delfinach <3 Choć nigdy wcześniej się nimi nie interesowałam. Niestety zdjęcia nie są w stanie odzwierciedlić inteligencji tych niesamowitych zwierząt. To po prostu trzeba zobaczyć ;)
Jeśli chodzi o walutę, w Bułgarii płaci się lewami. Pieniądze najlepiej wymieniać w banku, ponieważ na ulicach kręci się mnóstwo oszustów. Mogą chcieć sprzedać nam znacznie taniej pieniądze. I mogą sprzedać. Ale takie sprzed 20 lat, których nie przyjmą w żadnym sklepie...
Co warto kupić? 
Między innymi kosmetyki różane. Można kupić je praktycznie wszędzie - w supermarketach, na uliczkach... Jeśli ktoś nie lubi zapachu róż (tak jak ja xd) może kupić kosmetyki z jogurtu bułgarskiego (szampony, odżywki, płyny do kąpieli, balsamy do ust itp.). Jeśli chodzi o ceny, to warto się targować :)

 

~majkelka 

15:33, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 czerwca 2013

Muszę o tym napisać! :D Jestem strasznie podekscytowana. Jutro jade do nowej stadniny. W starej konie zdecydowanie za dużo chodziły pod siodłem i przez to były niespokojne. Więc postanowiłam zmienic stadninę. W zeszły weekend pojechałam do stadniny, którą znalazłam w internecie. Jest nawet nieco bliżej niż ta poprzednia. Bardzo mi się tam podobało :) Jest tam 13 koni, z czego 3 to koniki polskie, 7 konie małopolskie, a pozostałe 3 to nie wiem... xD Ludzie są bardzo sympatyczni. Jest tam duża ujeżdżalnia i namiot cyrkowy :) Jeździ się w nim w zimie i jak pada ;) Konie są zadbane i towarzyskie. Od razu widać ,że kochają ludzi. Niektóre znich, podczas gdy je głaskałam, zaczęły mnie lizać <3 Kochane <3 Wiem, że jeden z nich był szkolony do hipoterapii. A dwa są uratowane z rzeźni. Jutro po raz pierwszy będę jeździć w tym ośrodku, i nie mogę się doczekać :D Musiałam o tym napisać xD

~Majkelka

21:26, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 maja 2013

Jeśli nie zauważyliście, to zaczęłam podpisywac sie Majkelka. To dlatego, że od września jestem wielka fanką Michaela Jacksona <3 Był nie tylko niezwykłym artystą, ale i niezwykle dobrym człowiekiem.Nie rozumiem, dlaczego ludzie tak go zniszczyli. On tylko chciał pomagać... a zmieszano go z błotem.

Jak można nazwać pedofilem kogoś, kto przeznaczył ponad 300 milionów dolarów na działalnosć charytatywną?

Jak można powiedzieć, że ktoś chorujący na nieuleczalną chorobę skóry się wybiela?

Jak można zniszczyć tak dobrego, niezwykłego człowieka, który robi wszystko, żeby pomóc innym?

Jak można pisać niestworzone plotki o człowieku, który jest inny, tylko dlatego, że nie miał prawdziwego dzieciństwa?

Jak można wyśmiewać osobę, która zrobiła sobie kilka operacji plastycznych, podczas gdy inni robią ich kilkadziesiąt?

Jak można posądzać kogoś, kto został zabity przez własnego lekarza, o to, że zginął z własnej winy?

Jak?!
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ludzie zachowują się w ten sposób... Nieraz myślę sobie jak on strasznie musiał cierpieć... Ale mimo wszystko uśmiechał się. Chciał dawać nam radość. Potrafił ukrywać swoje emocje. Nie pokazywał nam, jak bardzo cierpi...

Wyobraź sobie, ze jesteś zwyczajnym dobrym człowiekiem. Bezinteresownie pomagasz komu tylko możesz, dla innych dajesz z siebie wszystko. Kochasz dzieci. Są takie niewinne. I to im najbardziej chcesz pomagać. Uważasz że kto jak kto, ale one nie powinny cierpieć. Robisz, co możesz, aby im pomóc. I pewnego dnia odbierasz telefon. Dostajesz informację, że jesteś oskarżony o molestowanie seksualne. Dziecka! Twierdzisz, że to absurd. Nigdy byś niczego takiego nie zrobił. Przecież sam potępiasz takich ludzi. Całe twoje życie się wali. Robisz wszystko aby pomóc dzieciom, a ludzie mówią że się nad nimi znęcasz. Teraz, mimo tego że przekazujesz miliony na działalności charytatywne prawie cały świat jest przeciwko tobie. Mnóstwo ludzi cię nienawidzi. Wszyscy widzą w tobie potwora. Pedofila. A ty tylko pomagałeś. Z pewnością pojawiają sie w twojej głowie myśli samobójcze. Nie możesz spać po nocach. Brak snu wykańcza twój organizm. Bieżesz leki nasenne. Coraz więcej. Aby spać. I aby zapomnieć... Nadchodzi proces. Wygrywasz go. Ale co ci z tego przyszło? Nie pójdziesz do więzienia. Ale co to ma za znaczenie? I tak ludzie już cię skazali. Mnóstwo ludzi się od ciebie odwróciło. Musisz brać leki. Uspokajające i nasenne. Po jakimś czasie zupełnie nie jesteś w stanie bez nich funkcjonować. A leki, jak leki, wkońcu sie na nie uodparniasz... Bierzesz coraz większe dawki. Ale fałszywe oskarżenia nie są jedynym powodem twojej tragedii. Chorujesz na rzadką chorobę skóry. Vitiligo. Tracisz pigment, przez co zmieniasz kolor skóry. I nie mozesz nic na to poradzić. Ale ludzie twierdzą że sie wybielasz. Mimo, że zawsze na każdym kroku podkreślałeś, ze jesteś dumny ze swojej rasy. Ale ludzie i tak wiedzą swoje. Na dodatek twój nos. Jest ogromny. Wielki. Nawet twój własny ojciec się z niego nabija. Robisz operację plastyczną. Ale efekt cie nie zadowala. Masz mnóstwo kompleksów. To choroba, która powoduje, że nie widzi sie w sobie piękna. Ale chcesz być piękny. Więc wciąż robisz kolejne operacje. Ale to nic nie daje. Mimo, że jestes piękny, czujesz się brzydki. Wręcz odrażający. Porównujesz swój wygląd do jaszczurki. A reakcja ludzi jeszcze bardziej cię dołuje. Wszyscy opowiadają o tobie niestworzone plotki, nienawidzą cię, twierdzą, że jesteś pedofilem, wyśmiewają sie z ciebie... Masz tego dość. Wciąż bierzesz środki nasenne i uspokajające. Ale niewiele pomagają. Ale pojawia się pomysł. Nowa trasa koncertowa! Z pewnościa pomoże ci zmienic opinię ludzi o tobie, oraz umożliwi spłatę długów. Wciąż trenujesz. Ale nie masz siły. Za mało czasu. I za mało snu. Twoje ciało, po wielu urazach, nieraz odmawia posłuszenstwa. Wciąż bierzesz leki nasenne. Coraz więcej. Jednak nie pomagają. Błagasz swojego lekaża o końskie dawki leków, które można podawać jedynie w warunkach szpitalnych. I lekarz, choć nie powinien... zgadza się. Popełnia ŚMIERTELNY błąd. Podaje ci o wiele za dużą dawke środków nasennych. I nagle... koniec. Odchodzisz. karetka. Szpital. Reanimacja. Na 10 minut powraca ci krążenie. Lekarze robią co w ich mocy. Ale bez skutecznie. Odchodzisz... na zawsze. 

Miałam łzy w oczach kiedy to pisałam. Taki niewinny człowiek, a tyle musiał wycierpieć...

 

~Majkelka

00:02, cysiaperis
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 maja 2013

Cóż, może warto dodać wreszcie na tego bloga coś od siebie? Tak mi się wydaje. Dlatego postanowiłam dzisiaj napisać o koniach. Jazda konna jest moją pasją. Kocham jeździć. Marzę o własnym koniu. 

Jeżdżę już coś około roku. Jak do tej pory, spadłam dwa razy :) Za pierwszym razem koń mnie zrzucił, a za drugim wyleciałam z siodła na przeszkodzie xD Trochę bolało... Generalnie nie polecam spadnia :P

Kilka razy zdarzyło mi się jeździć na oklep. Ale dobrze wspominam jedynie jazdę na grubszych koniach. Jeśli jakiś koń ma wystający kręgosłup to... ekhm, nie polecam.

Kocham skakać. Ale najbardziej kocham jazdę w terenie. Wiosną, jeździc po lesie, kiedy wszystko budzi się do życia; latem, galopować o zachodzie słońca po plaży; jesienią, kiedy liście skrzypią pod końskimi kopytami i zimą... Pędzić po ośnieżonej łące, wśród płatków śniegu...

~Majkelka

23:47, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 czerwca 2012

ZGUBIENIE DŁUGOPISU- BRAK DŁUGOPISU

BRAK DŁUGOPISU- BRAK NOTATEK

BRAK NOTATEK- BRAK WIEDZY

BRAK WIEDZY- ZAWALENIE SZKOŁY

ZAWALENIE SZKOŁY- BRAK PRACY

BRAK PRACY- BRAK PIENIĘDZY

BRAK PIENIĘDZY- BRAK JEDZENIA

BRAK JEDZENIA- WYCHUDZENIE

WYCHUDZENIE- SZPETNOŚĆ

SZPETNOŚĆ- BRAK MIŁOŚCI

BRAK MIŁOŚCI- BRAK ŚLUBU

BRAK ŚLUBU- BRAK DZIECI

BRAK DZIECI- SAMOTNOŚĆ

SAMOTNOŚĆ- DEPRESJA

DEPRESJA- CHOROBA

CHOROBA- ŚMIERĆ

 

 

JEŚLI ZGUBISZ DŁUGOPIS- UMRZESZ

 

ŹRÓDŁO: KOMIXXY.PL

 

12:04, cysiaperis
Link Dodaj komentarz »